Co mam zrobić żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce?

Ostatnio często obserwuję kota. Małego szarego kotka, który zawitał do mojego domu kilka miesięcy temu. Co robi najczęściej kot? Nic. Leży, wyleguje się słodko. Wydaje się, że jego decyzje polegają na tym, czy ma leżeć na fotelu ciemnym czy jasnym, a może na kanapie. Każde miejsce jest niezwykle wygodne, więc na niczym nie traci… Jak do tego ma się nasze ludzkie życie? Dlaczego często nam się nie chce? I dlaczego to, że „nam się nie chce”, w opinii nie tylko innych ale i naszej własnej jest czymś gorszym, niż gdyby „nam się chciało”? A to ciekawe, prawda?

Żyjemy w czasach, w których słowa sukces, motywacja, cel mają moc. Ale jaki mają kontekst? Czy sukces jest miarą tego, co posiadamy lub wiemy? Czy celem ma być kolejna „zabawka”, którą i tak przestaniemy cieszyć się po kilku tygodniach czy miesiącach posiadania? Lecimy więc przez życie, zdobywamy. Byle dalej. Byle więcej. Nawet miłości nie omija nasza chęć zwycięstwa. Ją też chcemy zdobyć. Ciągniemy, pchamy. Motywujemy się na siłę. „Muszę, powinienem. Oni mają, to ja też. Oni mogą, to ja też” – powtarzamy w myślach i myśli te zaczynają napędzać nasz szalony motor. I w końcu zmęczeni chcemy po prostu, zwyczajnie po ludzku odpocząć. I co? Nie umiemy. Nasz rozszalały motor pędzi, a my wraz z nim. Nic nie robić? Toż to depresja! „Nic mi się nie chce. Nie chce mi się nawet wychodzić w domu. Coś ze mną nie tak” – myślisz. „Coś z tobą nie tak” – powtarzają jak zaklęci inni. Boisz się nicnierobienia. To wręcz niedozwolone. „Co robisz?” – pyta przyjaciel przyjaciela. „Nic” – odpowiada tamten. „Phi. Przegrany” – myśli ten pierwszy. A my nie chcemy być przegrani.

My chcemy czuć się zwycięzcami. Ale właściwie czego zwycięzcami? A może? – może nam się czasami po prostu „nie chcieć”? „Lenistwo!” – idzie oskarżycielski głos z głębi twojego człowieczeństwa. Musisz coś robić. Po prostu musisz. I im bardziej musisz, tym bardziej nie chcesz. Twój układ nerwowy dyszy, przepalają się powoli kable. Ty jedziesz na automatycznym pilocie w siną dal. Osiągasz cele, wyznaczasz kolejne – i do roboty! Aż do nieuchronnego momentu. Emerytura. Jeśli do niej dobiegniesz. Bo nie każdemu się udaje. I co dalej? Teraz dopada Cię depresja w całej okazałości. Rozpędzony motor zatrzymał się. Nie umiesz przecież odpoczywać… Życie przestaje mieć sens, bo nie ma celu… Ty dalej nie umiesz leniuchować i cieszyć się chwilą. Dojrzałeś, postarzałeś się, a dalej niczego się nie nauczyłeś. Bo kiedy miałeś się nauczyć?

No to do dzieła! Zmotywujmy się dziś do nicnierobienia dla równowagi, może z tego nicnierobienia wyjdzie coś naprawdę kreatywnego? Może? A może po prostu Twój układ nerwowy w końcu odpocznie? I nie chodzi o kompletne zaniechanie działania, zaangażowania czy zdobywania celów tylko o równowagę. Bo tryb „działania” zastąpił nam tryb „bycia”. Tak jakbyśmy mieli w środku wbudowany mechanizm szepczący lub krzyczący: rób, rób, rób. A tylko w trybie „bycia” możemy zauważyć to, co ważne. A jak zaczynamy zauważać to, co ważne, to możemy żyć coraz bardziej w zgodzie z nami samymi. Nasze cele będą w końcu naszymi świadomymi wyborami, a nie zakodowanymi przez innych poprzeczkami do pokonania. Zdobywanymi tylko po to, by coś komuś udowodnić. Tylko po to, by spełnić czyjeś oczekiwania. Tylko po to, by w końcu zyskać to uznanie, które i tak nie przychodzi, cokolwiek byśmy zdobyli. Bo od kogo miałoby przyjść? Kto ma nas poklepać znacząco po plecach na samym szczycie? Niestety nikt. Bo na szczycie, na który wspiąłeś się niewiarygodnym wysiłkiem, jest miejsce tylko dla jednego człowieka. Dla Ciebie. Tylko Ty sam możesz więc być dumny z siebie. I będziesz dumny, jeśli będziesz szedł swoja drogą. Wtedy Twój cel nie będzie tylko odległą wyspą na oceanie przyszłości. Stanie się latarnią. Wyznacznikiem. Kierunkiem. Sama droga zaś stanie się celem. Wtedy zaś słowo „motywacja” straci sens. Bo czyż trzeba się motywować do czegoś, co się naprawdę lubi?

Może więc jeśli pozwolisz sobie na ten słodki odpoczynek, zaczniesz widzieć inaczej swoje życie i słowa „muszę i powinienem” zamienisz na „chcę”? Bo jak chcesz, to nie musisz. I dzięki tej małej przerwie w działaniu może zauważysz, że Twoje chciejstwo zależy od twoich decyzji, te od wyborów, a te z kolei zależą od tego, w jaki sposób chcesz wyrazić siebie. Ale znów… do tego potrzeba czasu. Bo jak mogę wyrazić siebie, skoro siebie nie znam? I kiedy miałem ten czas na samopoznanie? Może więc, inspirując się Funiem, czyli moim małym kotkiem, dobrze jest chwilę poleniuchować. Popatrzeć bez celu w chmury czy w gwiazdy. Zatracić się w słodkim nieróbstwie i kultywować chwile przerwy? No tak, ale kto by na to miał czas… I z tym pytaniem Was zostawię, żebyśmy wszyscy mogli zdać sobie sprawę z tego, jak daleko doszliśmy jako ludzkość w swoim własnym szaleństwie.