Szczęście to nie błękit nieba.

Szczęście to nie błękit nieba.

Ciekawa hipoteza… Dlaczego? Bo właśnie teraz, w samym sercu lata, my Polacy utożsamiamy szczęście z błękitnym niebem i słońcem, najlepiej od rana do wieczora przez 7 dni w tygodniu. Jeśli nie ma słońca to jest źle, jesteśmy nieszczęśliwi. Ale czyż można mieć „błękit nieba” zawsze?…

Czym bliżej przyglądać się będziemy pojęciu szczęścia, to wyda nam się, że ucieka ono jak ogon zwariowanego psa, który oddala się od niego tym szybciej, im szybciej on sam biegnie…

Wydaje się przecież, że podporządkowaliśmy cały nasz świat, żeby być szczęśliwymi. Wyrwaliśmy istnieniu co tylko się dało. Okiełznaliśmy. Podbiliśmy. Ukształtowaliśmy. Poszliśmy w górę i w dół. Poznaliśmy zarówno wielkie jak i małe. Zagłębiliśmy się swoją wiedzą daleko – próbując rozwiązać zagadki nieskończonego kosmosu, galaktyk, poruszających się planet i gwiazd. Weszliśmy swoim szkiełkiem i okiem do samego środka i sedna materii, szukając w atomie najmniejszych cząstek i drobinek oraz odpowiedzi na nurtujące nas pytania. W atomie zaś odkryliśmy mnóstwo dodatkowych zagadek i więcej pytań niż odpowiedzi. Jedną z zagadek okazał się świadomy obserwator. Świadomość…

I chociaż podbiliśmy nasz świat zewnętrzny, szczęścia jak nie ma, tak nie ma… I cóż, wydaje się wręcz, że zamiast przybywać, wręcz zmniejsza się jego ilość. Świadczy o tym rosnąca ilość samobójstw i depresja, która swoimi lepkimi mackami oblepia ludzkie serca. Halo! Co się stało?

Harujemy, zarabiamy, wydajemy, konsumujemy, odpoczywamy w biegu, znów harujemy, znów zarabiamy i znów wydajemy. Po drodze lakoniczne spotkania z rodziną. Nie wgłębiamy się. Kto by na to miał czas? Płyniemy po powierzchni naszych relacji z przyjaciółmi, bardziej zajęci chęcią szybkiego wyplucia z nas jak największej ilości informacji o nas, w dużej mierze zbędnych dla słuchacza, niż prawdziwą rozmową. Bo do prawdziwego bycia z drugim człowiekiem potrzebne jest nie tylko aktywne słuchanie i czas ale i chęć zrozumienia jego położenia, jego sytuacji. Bez względu na to, czy byłaby ona smutna czy radosna. Bez względu na to, czy przyjaciel coś stracił, czy coś zyskał.

Ale po co?! Przecież to my chcemy być wysłuchani, to my chcemy być ukojeni, pokrzepieni, wspierani i zauważeni…

I w tym problem. Bo każdy gdzieś w pośpiechu przez życie, chciałby wszystko tylko ze swojej wąskiej perspektywy. Dla siebie. Czy jest w tym coś złego? Nie. Ale nie ma też nic dobrego w tym, że „obżarłeś się” do granic możliwości, wygadałeś do bólu gardła, nasyciłeś się tak, że siedzisz sobie wygodnie na tronie utkanym z siebie. I co? I nic. Bo stałeś się królem, ale w Państwie Nicości. Choćby nawet ta „nicość” była tylko metaforyczna. A z takiej perspektywy pojęcie szczęścia jest już nie tyle, że ulotne, ale dosłownie uleciało z ostatnią ludzką istotą, z którą miałeś prawdziwą styczność…

Myślisz, że masz święty spokój?…

Rozglądasz się wokół. A tu ani spokoju, ani Świętego.

Co na temat mówi psychologia pozytywna?

Co jest nam do szczęścia potrzebne?

No więc kochani, do szczęścia niezbędne niczym tlen są dobre relacje z innymi ludźmi.

– A to ci niespodzianka! Biegłem, rozpierałem się rękoma i nogami i nawet dobiegłem. Siedzę w wielkim fotelu i piję sobie zimne piwko. Niebo jest dziś niebieskie, więc jutro prawdopodobnie też będzie. Wybuduję więc sobie na plaży moje własne m2 z kolorowych jak moje upchane w podświadomości marzenia parawanów. Dlaczego? Bo chcę się odgrodzić od ludzi! Ja ich nie znoszę, nienawidzę wręcz!

A Pani mi mówi, że relacje z innymi dają szczęście? Phi, też coś!

No jasne, żona to co innego, i dzieci. Teściowa? Przecież nie tylko moja ale każda teściowa, bez wyjątku jest beznadziejna. Chociaż jak się przyjrzeć żonie, to też ględzi bez końca. Zawsze jej mało… Och te dzieci, powinny być źródłem radości… a tylko denerwują mnie na każdym kroku. Ja ryczę? Nie, proszę Pani, ja jestem bardzo spokojny. Tylko czasem mnie ponosi. Że nie mówię łagodnym tonem? A nie, to już przesada…

Pani to chamka jakaś jest! A tamci to sami złodzieje, kretyni, idioci. A reszta to banda matołów i naiwniaków. Biedny? Bo głupi. Bogaty? Bo kradnie. To proste.

Psychologia? Farmazony proszę Pani, to przypomina kolejną sektę. Sami wykolejeńcy i wariaci.

Czy coś przypomina Ci ten schemat?

W którym JA, to najmądrzejsza i najlepsza ze wszystkich ludzka opcja. Opcja w maszynie bez życia, bez duszy. Trybik. Poruszający się jednostronnie od narodzin do śmierci. Spełniający swoje role jak na maszynę przystało. Tak, nawet bunt jest wpisany w system. Nawet terror, czy wszelkie zło…

– Halo, halo, ale przecież mieliśmy mówić, pisać i czytać o szczęściu, a Pani tu o nieszczęściu.

Tak, bo aby przyjrzeć się szczęściu nie możemy zamykać oczu przed tym, czym szczęście nie jest, a wydaje się być. Dlatego nasz opór, wyparcie i inne tego typu gry z samym sobą prowadzą nas donikąd. Na końcu drogi jest ślepy zaułek. Możemy jednak powrócić. I w tym słowie „możemy” jest przestrzeń. Bo nie musimy powracać. Jak nam dobrze, to możemy sobie siedzieć w tej strefie komfortu całą wieczność. Możemy głową walić po nieskończoność w mur, w którym nawet jedna cegła nie drgnie. Ale możemy też zmienić perspektywę. I chodzi właśnie o Twoją prywatną perspektywę spojrzenia. Ujrzenia tego, co było i jest tu od zawsze.

Wracając do psychologii pozytywnej. Pojęcie szczęścia wydaje się banalne, ale zawsze w rzeczach prostych ukryta jest głęboka prawda. Szczęście to po prostu subiektywne zadowolenie z życia. A kiedy będziemy mieć to zadowolenie z życia?

Robert Waldinger, kierownik 75- letniego projektu prowadzonego przez naukowców z Harvarda poszukującego odpowiedzi na pytanie: co sprawia, że ludzie czują się szczęśliwi, podsumowuje: „Dobre relacje z innymi ludźmi sprawiają, że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Kropka.”

(przeczytaj pełen opis projektu na: http://dobrewiadomosci.net.pl/9660-co-sprawia-ze-jestesmy-szczesliwy-oto-wynik-badania-trwajacego-75-lat/).

Co z tego wynika? Że najczęściej lokujemy naszą energię, czas i uwagę nie w to, co przyniesie nam szczęście. Za to lokujemy te nasze zasoby zazwyczaj w jakiś bieg ku nieznanej przyszłości. Bo myślimy, że szczęście jest ukryte w sukcesie, władzy, stabilizacji, wielkich pieniądzach czy na przykład dalekich podróżach.

Co do dalekich podróży. Sama byłam kiedyś na takiej. Bardzo dalekiej i bardzo długiej. Siedem lat trwała moja przygoda z Meksykiem. W większości przypadków błękitne niebo, (nie patrząc na wieczny smog miasta Meksyk) łagodnie otulało przestrzeń, z której wyłaniały się piękne, kolorowe, pachnące kwiaty. Słońce delikatnie muskało wielkie, wieczne zielone drzewa, a kolorowe ptaki hulały swobodnie w pobliskich parkach.

Idylla…

W końcu upragniony dla wygłodniałej słońca Polki raj.

I gdybym mieszkała tam dzień, dwa czy nawet miesiąc mogłabym ulec iluzji i myśleć, że to błękit nieba jest źródłem szczęścia.

I rzeczywiście, kraje Ameryki Środkowej i Południowej plasują się wysoko we wskaźnikach szczęścia. Ale czy to słońce jest jego źródłem? Gdyby była to prawda, Afryka powinna prowadzić, a niestety jest na szarym końcu listy. Polska za to jest na 60 miejscu…

Idąc tropem szczęścia i relacji, z własnego, siedmioletniego doświadczenia mogę śmiało potwierdzić: tak, to dobre relacje dają szczęście. W Meksyku nie przelewa się. Nie ma bezpieczeństwa, bo z jednej strony trzęsienia ziemi, z drugiej wulkany, z trzeciej jeszcze kartele narkotykowe. I dlaczego oni są tacy szczęśliwi? Bo są życzliwi. Bo są ludzcy. Bo zachowali w sobie ciekawość drugiego człowieka. Bo lubią opowieści. Lubią słuchać, cieszyć się szczęściem innych. Świętować twoje szczęście, smucić się twoimi smutkami. Mają naturalną empatię. Nie litość. A empatię. Tam spotykasz Człowieka. Niby nic się nie dzieje. A czujesz, że jesteś. I nic do tego nie ma błękitne niebo, za to ciepło tak. Ale jest to ciepło ludzkiego jestestwa.

Zwykłe, banalne, proste.

Wracając do Polski, w której wieczne narzekanie i krytykanctwo tkwi jak korzeń chwastu, zabierając życie właściwej roślinie, przypatrzmy się naszemu życiu z szerszej perspektywy,

do której namawia nas nie tylko psychologia ale i współczesna nauka. Bo już od ponad stu lat wiemy, że świadomość jest tym elementem, który ma znaczący wpływ na otaczający nas fizyczny, materialny świat (patrz: fizyka kwantowa i dualizm korpuskularno-falowy).

Jeśli więc założymy, że szczęście jest stanem naszej własnej świadomości, to może mamy na nie dużo więcej wpływu niż o tym kiedykolwiek myśleliśmy?…

Idę więc zaraz do mojej córeczki i do mojego męża, by wykorzystać dobrze ten dzisiejszy piękny, słoneczny dzień. I będziemy pluskać się w jeziorze i bawić się jak na rodzinę przystało. A obok będzie siedziała moja siostra i mój siostrzeniec i jeszcze jego dziewczyna. I będzie dobrze. Nie musi być idealnie, wystarczy właśnie, że będzie dobrze. Sama obecność wystarczy. Sama świadomość, że to TO. Że to jest ta chwila szczęścia. Jedyna. Nieuchwytna później. Nie do skopiowania, nie do podrobienia. Choćby najlepszym aparatem. Nie można tej chwili zawekować jak ogórków, zasuszyć jak kwiatów czy wpakować w aluminiową puszkę z napisem „później”. I żal byłoby wspominać taką chwilę w przyszłości w godzinach smutku, dołując się jeszcze bardziej, że kiedyś tam w przeszłości było takie jezioro, taki błękit nieba, taka chwila i szczęście, które uleciało jak letni wiatr, a my tego wtedy nie zauważyliśmy…

Może więc dobrze zatrzymać się na chwilę i zauważyć to, co jest?

Zmienić swoją perspektywę spojrzenia. Poszerzyć ją. Nie widzieć innych tylko z wąskiego punktu widzenia. Nie narzucać tyle, nie kontrolować. Pozwalać innym wyrażać siebie w sposób swobodny. Może to jednak nie tylko JA jestem taki mądry, jak myślałem? Może inni też, tylko nie umiałem ich słuchać?

Może warto dla własnego szczęścia cieszyć się chwilami spędzonymi z ludźmi, póki są. Doceniać ich. Słuchać. Kochać. Być.

DZISIAJ.

Ot, takie to proste…