Zniewolona wolność

Istotą, sednem, fundamentem człowieka jest wolność. Bez niej czujemy się jak sterowane kukiełki, które bezwolnie wykonują czyjeś polecenia. I warto byłoby przystanąć i chwilę zastanowić się nad pytaniem: Czyje to są polecenia?

Męża, żony, rodziców, przyjaciół, systemu, religii? Czy może naszego wewnętrznego, jakiegoś nieposkromionego w stosunku do nas samych “ja”?

Czym zatem jest autonomia?

Prawem do wolnego wyboru, do samostanowienia o sobie, do podejmowania decyzji zgodnie z tym czymś, co w środku nazywa siebie samego “sobą”.

I łatwo jest walczyć o autonomię, gdy “kajdany” są zewnętrzne. Gdy walczymy z systemem, z rodzicami, z mężem, lub z żoną. Mamy wtedy wroga. Zewnętrznego. Ten wróg ma często twarz i rodzi w nas pewne emocje. Najczęściej złości. Złość za to wyzwala w nas energię aby przeć do przodu i wyrwać istnieniu naszą autonomiczną część. Aby w końcu decydować o sobie. Samemu.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby to bycie samemu wystarczało. Uwolniliśmy się od więzów, zostawiliśmy kajdany, zmieniliśmy system na inny, wzięliśmy w końcu upragniony rozwód, by nic nie przeszkadzało nam w naszym byciu tym, kim chcemy być. I co się często okazuje? Zdobyliśmy autonomię, wyrwaliśmy ją istnieniu. Możemy w końcu wszystko… Nic ani nikt nas nie ogranicza. Nie robimy wtedy jednak najczęściej NIC… Wokół zieje pustka. Zimna jak ostrze noża, którym ostatnio skaleczyliśmy palec.

“Nikt mnie nie ogranicza. Mogę wszystko…”

Wczoraj oglądałam piękny film pt. “Taniec pustyni” http://www.filmweb.pl/film/Taniec+pustyni-2014-657322

Na plakacie filmu jest slogan: “Wolność wymaga odwagi.”

I rzeczywiście, bohater filmu potrzebuje niewiarygodnej odwagi, by robić to, co kocha – tańczyć. W Iranie taniec jest zakazany. Za jego żywą pasję można nieźle oberwać albo nawet stracić życie. Większość podporządkowuje się. Schyla głowę i ulega systemowi. Nasz bohater jest inny. To on zmienia świat. Bo woli zginąć, niż oddać siebie. Tańczy… I jego taniec nie jest zwykłym tańcem, on nie jest zwykłym tancerzem. Bo w Iranie nie można być zwykłym tancerzem. Można albo tego nie robić albo kompletnie się w tym zatracić. Nasz bohater zatraca się więc. Taniec i tancerz spaja się w jedno. Ten niezwykły efekt nasz bohater uzyskuje poprzez poznanie siebie. Poprzez autentyczność. On po prostu wie co lubi, wie co kocha i wyraża to. Daje temu niepohamowaną i nieposkromioną ekspresję. Nie tłumi siebie. Nie walczy “z”. Poddaje się kompletnie i totalnie. Sobie. Jest w nim tylko akceptacja i działanie. Nie ma w nim natomiast agresji, nie ma anarchii.

Nie będę historii opowiadać do końca, bo każdemu, kto zapuścił korzenie w “niechlujstwie” życia pozbawionym pasji, ogromnie ten film polecam.

Polecam go też tym, którzy błędnie rozumieją pojęcia “autonomia” i “wolność”. Bo w naszym kraju mamy olbrzymią swobodę. Możemy tańczyć, śpiewać, uprawiać sztukę, całować, chodzić na spacer z ukochaną do parku bez wiecznego strachu, że możemy za tak prozaiczną aktywność trafić do szpitala w wyniku pobicia przez służby d/s moralności.

Możemy to wszystko. Osiągnęliśmy taki pułap autonomii i wolności, że nikt ani nic nas już nie ogranicza. Odsunęliśmy od siebie wszystko, co było naszymi kajdanami. Odsunęliśmy się od rodziców, do męża czy żony, nawet od przyjaciół, z którymi wieczne porównywanie przyprawiało nas o ból głowy. Zostaliśmy sami w swojej chwale. I co się okazało? Że kajdany dalej jednak tu są! Że pomimo, iż wydawało się, że uzyskaliśmy wolność, dalej nie czujemy abyśmy mieli wpływ na swoje decyzje!

Cóż za zniewolona wolność…

Patrzysz za okno. Słońce świeci, możesz wyjść do parku, pogłaskać kota, uśmiechnąć się do napotkanego przechodnia. Możesz pójść na brzeg rzeki i poczuć wiatr we włosach, możesz malować, czytać, układać kwiaty czy poezje. Ale Ty biernie siedzisz i zatracasz się w swoich myślach. Bo niej jest tak, jak TY byś chciał aby było. Bez innych Twoje życie straciło sens. I Jeśli pozwolisz sobie na odrobinę własnego wglądu może okazać się coś bardzo istotnego – że to Ty przestałeś kontrolować innych. Że chęć kontroli była i jest właśnie w Tobie. Chęć ograniczania, zniewalania, manipulowania… A przez sam fakt wykluczenia innych ze swojego życia, straciłeś panowanie. Jesteś królem w państwie NICOŚCI. Przychodzi frustracja, napływa depresja. “Niechcenie” wsysa się w Ciebie jak w gąbkę. W każdą komórkę Twojego ciała.

Może więc spójrzmy na temat autonomii z perspektywy naszego własnego umysłu? I z perspektywy naszych myśli? Bo największym wrogiem niestety są projekcje naszego własnego umysłu i natrętne myśli, które nie pozwalają nam być tym, kim byśmy chcieli. Nasze przekonania ciągną nas w jedną stronę, nasze marzenia w drugą. I w ten sposób stoimy w miejscu, skuci niewidocznymi kajdanami. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że aby zobaczyć te kajdany potrzebujesz chwili by być sam ze sobą. Ale jak być sam ze sobą, skoro chcesz uciec od tego bycia sam ze sobą właśnie?

Wygląda to tak, jakby dwa ludziki w Twoim wnętrzu toczyły cały czas walkę. Jeden w tę, drugi w tamtą. W konsekwencji tej wiecznej walki paraliżuje Cię bezruch. Bo jak można zrobić krok do przodu, skoro Ty robisz jeden krok w prawo, po czym jeden krok w lewo? Stoisz w miejscu.

Według psychologii pozytywnej i szeroko zakrojonych badań nad szczęściem, to przede wszystkim relacje międzyludzkie są źródłem naszego szczęścia.

Czemu by w takim razie nie dostrzec tego co mamy i nie zacząć od siebie?

A w jaki sposób możemy zacząć?

Może puścić odrobinę kontroli, jaką chcemy narzucić innym? Bo jeśli zaczniemy uwalniać świat, to i on zacznie uwalniać nas.

I pamiętajmy, prawdziwa autonomia drzemie w naszym wnętrzu. Jeśli w środku jesteś wolny, to i wolny jesteś na zewnątrz. Wtedy rodzi się prawdziwa odwaga i prawdziwy bohater, który nie ma nic wspólnego z anarchią czy agresją. Rodzi się człowiek. Rozumiejący, kochający i współczujący. Samostanowiący o sobie. W zgodzie ze sobą i z innymi.

I taki człowiek zachowa zawsze swoją autonomię, cokolwiek by się nie działo. Wie kim jest. Zna to, co go ogranicza. Zna swoje słabe i mocne strony. Jest elastyczny. Nie ma na stałe ugruntowanych poglądów. Umie słuchać. I przede wszystkim jest odpowiedzialny za to, co kocha. Na koniec potrafi uwolnić to, co kocha i dać temu całkowitą swobodę. Bo wie, że tylko dając całkowitą swobodę innym, oni bez skrępowania będą mogli wybrać czy zechcą z nim być, czy nie. Bierze więc to ryzyko. I staje się tancerzem, który tańczy nieskończony taniec z rzeczywistością. Ciągle zmienną, ciągle zmieniającą się. Wolny od urojonej wizji podporządkowywania świata pod swoje własne widzimisię. Wolny…