Wolna wola.

Paweł i Gaweł – dwaj przyjaciele z dzieciństwa postanowili przerwać złą od lat passę i udać się do Pana Boga z jednym, tym samym pytaniem.

Pan Bóg przyjmował gości po kolei.

Najpierw do przestronnego pokoju wypełnionego światłem wszedł Paweł.

– Panie Boże, czy ja posiadam wolną wolę?

– A jak myślisz? – odpowiedział sędziwy starzec drapiąc się po długiej brodzie.

– Że posiadam – odpowiedział spokojnie mężczyzna.

– Jest tak, jak myślisz. – odpowiedział Pan Bóg spokojnie.

Mężczyzna ukłonił się nisko, podziękował i wyszedł.

Po chwili do tego samego pokoju wszedł Gaweł.

– Panie Boże, czy ja posiadam wolną wolę?

– A jak myślisz? – spytał Pan Bóg z zaciekawieniem.

– Że nie posiadam – odpowiedział dość nerwowo mężczyzna.

– Jest tak, jak myślisz – odpowiedział Pan Bóg spokojnie.

Gaweł również ukłonił się nisko, podziękował i wyszedł.

– Co Ci powiedział? – spytał się Gaweł Pawła czekającego spokojnie na schodach.

– Że jest tak, jak myślę.

– Mi odpowiedział to samo – odrzekł Gaweł drapiąc się po głowie, zadziwiony spokojem Pawła.

Za kilka tygodni Paweł spotkał dziewczynę, za kilka miesięcy wziął huczny ślub, potem urodziły mu się zdrowe bliźniaki. Za kilka lat osiągnął sukces zawodowy. Uwielbiał też swoją pracę. Był przyjazny i ludzie lubili z nim przebywać.

Gaweł za to coraz bardziej popadał w tarapaty.

– Co robi ten Paweł?! Co ma on, czego nie mam ja? Przecież Pan Bóg odpowiedział to samo na nasze pytanie. To było jedno, to samo pytanie. – pytał sam siebie w samotne i chłodne dni.

Raptem, pewnego zimowego wieczoru wpadł na rozwiązanie łamigłówki.

Przyszedł do Pawła z rana i spytał się:

– Pawle, czy Ciebie Bóg też spytał, co myślisz na temat wolnej woli?

– Tak – odpowiedział uśmiechnięty Paweł.

– I co odpowiedziałeś? – Gaweł gorączkowo ściskał futrzaną, starą czapkę.

– Że myślę, iż ją posiadam.

– A ja, odpowiedziałem wtedy, że myślę, że jej nie posiadam! – Krzyknął Gaweł z rozpaczą w głosie. – Zmarnowałem tyle lat życia… – dodał spuszczając wzrok. – Nie wiedziałem, że klucz nie leży w dobrych odpowiedziach ale w dobrze ujętych pytaniach… – No tak, „jest jak myślisz”, to ma teraz sens…

– To może czas, żebyś zaczął używać swoją wolną wolę? – spytał Paweł ucieszony, że Gaweł w końcu odmieni swój los.

– Najwyższy czas! – powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Gaweł. – Lecę więc podejmować decyzje i zastanowić się nad moimi wyborami, bo przez ostatnie lata, nie robiłem nic innego, tylko dawałem się nieść przeznaczeniu. Sam oddałem stery! To ktoś inny zawsze pisał mój los. Nie ja – dodał przez ramię wypadając jak strzała z domu przyjaciela.

Pan Bóg akurat strzepywał okruszki rogalika ze swojej złotej szaty, sypiąc je wprost pod nóżki parkowych gołębi.

– No w końcu – uśmiechnął się do siebie, patrząc na promieniującego energią Gawła, biegnącego przez rozświetlony słońcem park. – No w końcu – powtórzył popijając łyk gorącej kawy…